Rozpoczął się o 11.00 wyjazdem z przed budynku 'dyrekcji' na szczęśliwą drogę wypuścił na sam Prezes, który z nawału pracy
nie mógł brać udziału w całej imprezie. Zebrani zapełnili sanie i ruszyliśmy
fot Witold Grodzki

skład: Witek -organizator, fotoreporter, artysta śnieżny, Marek - powożący, ogniomistrz
Sabina i Kuba -studenci moi znajomi ze skałek, Ania koleznka z pracy ze swoim mężem Markiem i synkiem Szymkiem, Piotr (uczestnik ubiegłorocznego kuligu) i jego żona Ela, Janusz- kolega z pracy, Karolina z córką Weroniką (weronika została porwana ze szkoły aby
jechać na kulig), większość to pracownicy PWSZ w Krosnie,

uczestnikami lotnymi byli: Władziu prezes i leśniczy Krzysztof z synkiem
Po ruszeniu w kierunku Bud częściowo spieszeni z braku śniegu

dalej już w saniach,

Po drodze Ania dla zdrowotności dzierży szkło,

inni też nie pogardzili.
Ciężka praca koni pociągowych

Warunki były wyśmienite, po dotarciu do leśniczówkii dopięto sanki i już w długim składzie ruszyliśmy w las.
Po drodze nie odbyło się bez wojny ...
... na śnieżki sanki na skrzyniowych,
...a także...
między saneczkowej
nie obyło sie też bez upadków

Marek powoził tak umiejętnie że chwilami dziewczyny z radości aż wierzgały.
ale tylko chwilę po czym zbierały sie wolno z białego puchu.

Na polanie doszło do zmiany miejsc, skrzyniowi poszli na sanki, nie obyło się bez gonitw

i rytualnych natarć śniegiem, wszystko to z szacunku

do tradycji kuligowej.
Jazda powrotna to nadal walka na śnieżki,

upadki z prędkości wielkiej radości,

tylko Karolina kurczowo dzierżyła pierwsze sanki.
i prawie jej się udało

Po upadkach biegali: Kuba, Witek, Janusz,

już przed końcem Witek odrywa Karolinę od sanek

doknuje kolejnego 'natarcia'

które Karolinę napawa wielką radością,

widać jak razem

wielka trójka Witek, Janusz i Karolina zadowoleni kroczą za sankami

Przy leśniczówce już plonęło ognisko
i rozpoczęło się pieczenie kiełbasy, picie i jedzenie wszelkich wiktuałów jakie były

Oczywiście nie mogło zabraknąć lodowej rzeźby lecz brak było artystów, obok rogatego bałwana stanęła a raczej uklękła biała wenus
które wdzięki dopieszczał Witek
Całemu temu towarzystwu przypatrywał się Leśniczy Krzyś ze swoim 6 miesięcznym synkiem

Droga powrotna to już zapowiedż wiosny, wracaliśmy a niebo płakało bo II-gi kulig kończył się.

Tak to pomimo wielu przeciwności odbył się kolejny kulig pod patronatem Władysława Brejty i przy współpracy Witka Grodzkiego.

Brakowało ubiegłorocznych uczestników, ale zawsze jest nadzieja że jeszcze kiedyś zbierzemy doborowe towarzystwo na dobrą imprezę.