Ranczo w Dolinie

RANCZO
W DOLINIE

Legenda polaŃskim piecu chlebowym

fot.: M. Kościelny

fotografie innych autorów są podpisane.

 

Lipiec 2004 rok. Pojechałem tam razem z Marcinem na miesiac. Gotowaliśmy na ognisku. Podstawowym problemem okazał się chleb a raczej jego zdobycie i utzymanie w świeżości i bez pleśni. Do sklepu 6 km w jedną stronę i nie wystarczyło pójść raz. Należało najpierw chleb zamówić a potem odebrać. Innym problemem było przechowywanie łatwopsującej się żywności. Potok nadawał sie do tego pod warunkiem, że nie było burzy. Niewielka burza i zapasów można było szukać w Wisłoku....

W następnym wyjeździe w 2004 roku postanowiliśmy wybudować piec chlebowy i wędzarnię - zamiast lodówki.

Rok 2004, deszczowy lipiec. Przyjechaliśmy z Marcinem przygotowani teoretycznie oraz z zapasem mąki żytniej i pszennej.

Niestety nie zachowały sią zdjęcia z okresu budowy. Może ktoś ma?

Z Odrzechowej ze starego rozbieranego budynku inwentarskiego odzyskałem 100 cegieł oraz kilkanaście cegiełek szamotowych. Kupiliśmy też worek wapna i 2 worki cementu. Zostały przywiezione przyczepą z transportem bali siana dla koni rajdowych.
Z zakoli Wisłoka Ekspresem Polany przywieźliśmy z Marcinem i Zbychem kilka worków piasku i worek gliny.
Potem mozolnie wybieraliśmy w potoku kamienie na fundament i wędzarnię. Głównym dostawcą tego budulca był Diabeł.
W miejscu dawnej wędzarni Zbycha wykopałem metrowej głebokości dół pod fundament. Na samo dno wrzuciliśmy górę butelek po płynnym chlebie - nazbierały się i nie było co z nimi zrobić. Potem grube kamienie i trochę zaprawy aż do poziomu 20 cm powyżej gruntu.
Po tygodniu mogłem przystąpić do budowy ceglanego paleńiska wykładanego szamotem montowanym za pomocą gliny.

Potem po kilkudniowym schnięciu przystąpiliśmy do budowy wędzarni. Diabeł nosił odpowiednie kamienie z potoka a ja układałem je w foremną postać. Szybko zabrakło cementu i górną część kleiłem już samym wapnem.

Piec powstał po dwóch tygodniach. Potem jescze tydzień sechł zanim zdecydowaliśmy się go odpalić.


Ostatnią kosmetykę robi Piotr.

Pierwszy dym. W środku widać jeszcze nie wypalone deseczki rusztowania paleniska.


Pierwsze przepalenie było delikatne. Dopiero po paru dniach zdecydowaliśmy się na próby wypieku pieczywa.



Mimo, że piec ma sporo wad okazał się idealnym rozwiązaniem polańskich kłopotów aprowizacyjnych.



Chyba nikt na początku deszczowego lipca nie wierzył że zamysł się uda. W trzy tygodnie później z komina popłynął pierwszy dym...

Pierwsze próby wypieków (niezbyt udane...) robił Marcin. Musieliśmy zrobić do tego celu łopatę do wkładania chleba, 'piekielnicę' do wygarniania popiołu, szczelne drzwi do zamykania paleniska. Musieliśmy poznać zarówno tajniki robienia ciasta jak i samego pieca.

Marcin - główny piekarz wykazał niesamowity upór w dojściu do piekarskiej doskonałości

Jurek pasjami zajmował się rozgrzewaniem pieca. Pierwsze udane wypieki to jego zasługa. Nad paleniskiej stoi garnek z ciastem chlebowym. Z prawej strony drzwiczki do wędzarni. Z tyłu był szyber do zamykania komina w czasie wypieku

Na kominie zamocowaliśmy obrotowy daszek aby dym mógł wydostawać sie na zewnątrz w wietrzne dni.

Do tej pory (oprócz licznych początkowych eksperymentów zakończonych zakalcem) z pieca wychodziły pyszne bułeczki ,

Andrzej - uwielbiał robić bułeczki. Nie pamiętam czy je jadł...

w piecu

i gotowe, gorące...

ciasto

Pojawił sie Marek (Cygan) - bywalev polański z dawnych czasów.
Marek okazał się specjalistą od pieczywa pszennego. Porywał się nawet na ciasto drożdżowe z dżemem lub serem.

Pizza
Agata Andrzej i Marcin tworzą nasza kolację

W końcu najpierw pszenny o później żytni chleb.




Pszenny chleb to specjalność Marka

i chleb żytni,

A ja tam byłem, polański chleb jadłem i miętową herbatę piłem.
W hałasie ciszy w kapeluszu wierzbowym siedziałem w dymie wiecznego ogniska,

widziałem miejscowe cuda,

kosztowałem polańskich frykasów

a wycie wilków nie pozwalało mi spać



fot: Ewa Tomasik

 

sekretariat@odrzechowa.com.pl